Zaloguj się lub Zarejestruj się za darmo!
Nasi sponsorzy
Najnowsze wiadomości
Najnowsze komentarze
Kanały RSS
Icon Strona główna > Z WIZYTĄ U MARCINKA
Icon Z galerii...
13.09.2009 - Nasz Jubileusz

Ten artykuł ukaże się w najbliższym numerze „Gazety Limanowskiej”.
Zdaję sobie sprawę, że dostęp do niego mieliby tylko mieszkańcy
Limanowej i niektórych okolicznych miejscowości a pragnęłabym,
aby osobę naszego ZUCHA poznała większa rzesza zainteresowanych,

dlatego proszę przeczytajcie:

  


Z WIZYTĄ U MARCINKA

Przeczytałam z niekłamanym wzruszeniem tekst pani Justyny Kowalczyk.
Odniosłam podobne wrażenie, ale nie ukrywam, że „opowieść” na temat
przebiegu choroby Marcinka , którą relacjonowała mama, każdemu zapada
głęboko w serce, a słuchając jej, trudno powstrzymać się od łez, które
starałam się ukrywać...
Bo jak tu podejść normalnie do rzeczywistości gdy słyszy się jak to
maleństwo po zabiegu autoprzeszczepu leży przez pięć godzin bez
ruchu z cierpienia, by w końcu wyszeptać do mamy:
hura! Ale jestem zuch.
       Kiedy weszłam do domu, przywitał mnie
z uśmiechem i powiedział:
dzień dobry pani. Naprawdę nie spodziewałam się, że ta kruszyna tak
pięknie mówi! Nie chciał się za wiele uśmiechać. Był dopiero drugi dzień
w domu i jeszcze trudno było mu przestawić się na inną, domową
rzeczywistość, w której może już mieć do czynienia z dwójką zakochanych
w nim braci i z rodzicami w komplecie. Do tej pory był podział obowiązków:
mama przebywała z nim w szpitalu od rana do wieczora w dni powszednie,
natomiast tato w weekendy. W opiece nad dwójką chłopców pomagała
w tym czasie babcia i ciocia Ewa.

- Właśnie tylko w te dni powszednie odbywły się bolesne badania, bolesne
zabiegi, podczas których
musiałam towarzyszyć Marcinkowi i przeżywać je
razem z nim...

Gdy pani Beata wzięła Marcinka na ręce, odruchowo ujął rączką wiszący
na jej szyi medalik.

  - Jak cierpiał, płakał, brałam go na ręce a on tak właśnie trzymał medalik
    i wtedy uspokajał się.

Ale proszę nie myśleć, nie traktować go jako bohatera - kontynuowała
mama -
tam, w szpitalu w Prokocimiu takich małych bohaterów jest sporo
i wszyscy oni cierpią, nie zawsze potrafią ukryć ból, z trudem znoszą
go po to, żeby mogli żyć.
           Zdaję sobie sprawę, że my – rodzice ani nasza rodzina nie
udźwignęłaby kosztów dalszego leczenia Marcinka, które musi już odbyć
się za granicą. W Polsce tego rodzaju zabiegów nie wykonuje się. Bardzo
doceniam dobroć wszystkich którzy pomagają nam przesyłając pieniądze.
Jesteśmy wszystkim bardzo wdzięczni. Każde pieniądze, nawet te
najdrobniejsze kwoty przybliżają finał zbiórki, który niestety oddalił się,
ponieważ przysłano nam wiadomość z kliniki, że musimy mieć 40 tys.
euro więcej.
Będziemy też szukać innej kliniki w której wykonuje się takie zabiegi.
Może znajdziemy tańszą. Wierzę, że te pieniądze zdobędziemy. Musimy.
Ja za wszystkich modlę się, bo tylko tak mogę się odwdzięczyć...


  

Limanowska Akcja Charytatywna, ul. Zygmunta Augusta 10, 34-600 Limanowa | Teresa Zabramny
Bank Spółdzielczy w Limanowej 53 8804 0000 0000 0021 9718 0001 | KRS 0000212400

Based on engine MemHT Portal - PolishPack, GNU/GPL | Modified by Łukasz Piżuch | © Limanowska Akcja Charytatywna.